Henryk Kilka


AKARY RÓWNIEŻ GĘBACZAMI



   Akary, ryby z rodzaju Aequidens tworzą dość liczną, bo obejmującą około 30 gatunków, grupę. Są to ryby średniej wielkości, o długości w granicach od 8 do 15 cm (niektóre osiągają długość powyżej 15 cm).

    Spośród akar w naszym kraju znane są takie gatunki jak: Aequidens cvrviceps - akara cętkowana, A. iatanyi - akara itańska, A. maroni - akara z Maroni, A. pulcher (dawniej A. latirons) - akara błękitna i A. portalegrensis - akara z Porto Alegre. Nie są natomiast hodowane: Aequidens oioani, A. biseratins, A. coeruleopunctus, A. dorsigerus, A. duopunctatus, A. iilamentosus, A. flavilabrus, A. freniferus, A. geayi, A. guianensis. A. guaporensis, A. Hercules, A. hoclinei, A. mariae, A. metae, A. minutus, A. paraguayensis, A. planifrons, A.potaroensis, A.rivulatvs, A. sapayensis, A. stolli. A. syspiius, A. tetrafnerus, A. thayeri, A. vittatus i A. zamorensis. Większość wymienionych gatunków pochodzi z Amazonki i jej dopływów; występują również w rzekach Panamy, Kolumbii, Wenezueli, Boliwii, Ekwadoru, Paragwaju i Trinidadu. Zaliczamy je więc do pielęgnic amerykańskich.

    Odróżnienie płci u ryb tego rodzaju jest na ogół łatwe, gdyż samce posiadają wydłużone płetwy grzbietowe i odbytowe. Z dotychczasowych doświadczeń hodowlanych ze znanymi nam gatunkami wiemy, że jaja składają one na ogół na twardym podłożu np. na dokładnie uprzednio oczyszczonych kamieniach. Liczba składanych jaj jest duża i wynosi od' 300 do 1000, a nawet więcej sztuk. Złożona i zapłodniona ikra oraz teren wokół są bacznie strzeżone przez obu partnerów. Nieproszeni goście są odpędzani w sposób bardzo zdecydowany, agresywny. Rodzice na zmianę wachlują złożoną ikrę, usuwając nie zapłodnione lub bielejące ziarenka. Zdarza się też, że cała ikra zostaje zjedzoną, szczególnie przez parę młodą, przystępującą po raz pierwszy do tarła.

    Wychów narybku nie jest trudny. Po wylęgnięciu larwy zostają przeniesione do dołka wykopanego w podłożu przez samca i po 3-5 dniach rozpoczynają próby samodzielnego pływania. Teraz też nadchodzi czas karmienia,. okres trudny dla hodowcy, szczególnie w por2;e zimowej, bo pokarm dla ledwo umiejących pływać rybek winien być bardzo drobny, nie sprawiający trudności przy połykaniu. Wrotki, względnie solówce, spożywane są bardzo łapczywie - w doskokach. Po czterech dniach podawać już można pokarm nieco większy, np. drobne larwy oczlików. Większy pokarm - wyrośnięte larwy oczlików i oczliki - rozdrabniany jest przez rodziców w pysku i wypuszczany przez skrzela, prosto przed pyszczki narybku. Opieka nad potomstwem trwać może nieraz 2, a nawet 3 miesiące. Przez cały ten okres para rodzicielska jest intensywnie ubarwiona. Zdarzają się wypadki zabicia samicy przez samca po odłowieniu młodych lub też wtedy, gdy narybek jest na tyle dorosły iż nie wymaga opieki, a samica zachęcana przez samca do ponownego złożenia ikry nie wykazuje do tego ochoty. Zdarza się również, że uciekając przed gwałtownymi atakami ze strony samca, samica wyskakuje ze zbiornika.


Akara błękitna - Aequidens pulcher

Akara cętkowana - Aequidens curviceps

Akara z Maroni - Aequidens marani

    Tyle ogólnych informacji o rybach z rodzaju Aequidens, spośród których jak się ostatnio okazało, pewne gatunki są również gębaczami; stąd też tytuł tego artykułu. Na 2 i 3 stronie okładki znajdują się fotografie dwu gatunków akar - gębaczy: Aequidens mariae i A. potaroensis. Oba gatunki sprowadziłem do kraju w maju 1977 roku. Aequdens mariae udało mi się rozmnożyć (styczeń 1978 roku). Ze względu na fakt, iż stało się to po raz pierwszy w naszym kraju, chcę gatunkowi temu poświęcić nieco więcej uwagi.

    Na żółtobrązowym tle ciała (kolor miodu) rozmieszczonych jest osiem czarnych, poprzecznych pasów, przerwanych w części tułowia pasem poziomym, przebiegającym od czoła (pomiędzy oczami) nad pokrywami skrzelowymi w kierunku górnej części nasady płetwy ogonowej, w miejscu gdzie kończy się płetwa grzebietowa. Trzy pierwsze pasy zanikają w dolnej części ciała. Najbardziej widoczny jest pas ostatni, znajdujący się w końcowej części ogona. Łuski połyskują bardzo intensywnie, szczególnie wzdłuż środkowej części ciała, tworząc sześć pasów. Dolną część głowy i pokrywy skrzelowe zdobią nieregularne, fosforyzujące kreski.

    Płetwa grzbietowa, koloru jasnego miodu, długości 5 do 7 cm osadzona jest na całym tułowiu i częściowo zachodzi na ogon. Końcówki pierwszych 10 promieni płetwy zabarwione są pomarańczowo, dalsze promienie jasnoniebieskie. Na tylnej części tej płetwy widoczne są plamki - kropeczki koloru żółto-niebieskiego. Płetwa odbytowa ubarwieniem przypomina grzbietową. Plamki rozmieszczone są bliżej ciała. Końcówki promieni są jasnoniebieskie. Płetwa ogonowa, lekko postrzępiona, koloru jasnego miodu z małymi plamkami. Płetwy brzuszne są najładniej ubarwione. W pozycji złożonej, gdy przylegają do ciała, są mleczne z niebieskawym nalotem i gdzieniegdzie widocznymi cienkimi, czerwonymi kreskami. W pozycji rowartej widoczny jest pomiędzy promieniami kolor czerwony Końcówki robią wrażenie dopiero co wyjętych z roztworu białej glinki koalinowej. Długość ich wynosi około 2,5 do 3 cm. Sięgają do płetwy odbytowej, a osadzone są na wysokości płetw piersiowych. Płetwy piersiowe, szerokości do 2,5 cm, koloru jasnej herbaty są stale w ruchu. Oczy osadzone są trochę na zewnątrz, koloru czarnego, o soczewce obramowanej złotą obwódką.

    Dnia 5 stycznia 1978 roku para Aequidens mariae złożyła jaja na liściu (patrz fot. na drugiej stronie okładki, góra). Następnego dnia ikra nieco zciemniała, przybierając kolor miodu. 7 stycznia, czyli po dwóch dniach, jaja zniknęły z liścia i znalazły się w pyskach obu rodziców. Momentu wylęgania narybku nie zauważyłem. Po dalszych 6 dniach ujrzałem wypuszczone na moment z pysków młode rybki. Zjawienie się przed szybą zbiornika powodowało natychmiastowe łapanie młodych do pyska. Wypuszczanie i łapanie (chowanie) trwało jeszcze przez okres dwu tygodni. Pierwszy pokarm rybia otrzymały 15 stycznia, czyli w 10 dni od momentu złożetnia jaj. Pokarmem tym były larwy solowca, uzupełnione suchym mikrominem. Od 17 do 19 stycznia, ze względu na wyczerpanie się zapasów solowca, młode A. mariae otrzymywały dwa razy dziennie larwy oczlików i roztarty pomiędzy palcami tetramin. Od 20 stycznia podawałem już nieco większy pokarm (drobne ocz-liki), który przechodził proces rozdrobienia w pyskach obojga rodziców i poprzez skrzela wyrzucany był "pod nos" narybkowi. Rozcierany pomiędzy palcami tetramin uzupełniał menu. Gromadka małych rosła bacznie obserwowana i strzeżona przez samca i samicę.

    W sąsiednim, zbiorniku znajdowała się samotna samica Aequidens potaroensis (widoczna na 3 stronie okładki) *). Pływała ona nerwowo wzdłuż bocznej szyby, jakby pragnęła przedostać się do zbiornika w którym znajdował się narybek wraz z rodzicami. Z wielką energią i z naprężonymi płetwami samiec i samica atakowali znajdującą się za szybą obcą samicę. Zemocjonowana, lub być może z "żalu", samotna samica złożyła 23 stycznia, na znajdującym się w pobliżu szyby kamieniu, około 100 ziarenek ikry, z których po 2 dniach pozostało jedynie parę sztuk.

    Warty odnotowania wydaje się fakt pojawienia się w tym czasie w mojej hodowli ichtioftiriazy. W lutym pojawiły się na 20 dniowym narybku pierwsze oiałe kropeczki ichtioftiriazy. Leczenie tak młodego narybku wydawało mi się bardzo trudne, ze względu na zbyt młody wiek rybek. Zastosowałem ovi2c środek wolno działający, czyli cilex. Dwie dawki, po 10 pastylek na 70 litrów wody w odstępach 6 dniowych dały po trzech tygodniach upragniony ciekt. W sąsiednim zbiorniku, gdzie znajdowała się samotna samica raz inne ryby, choroba zaczęła się również rozprzestrzeniać. Zastosowana w leczeniu zieleń malachitowa, w za silnym chyba stężeniu, doprowadziła do śmierci samicy A. potaraensis. Uratowane młode A. mariae co wieczór układały się do snu w dołku wykopanym przez ojca. Dołek, o średnicy około 10 cm i głębokości 2 cm, przez mnie zasypany został w tym samym dniu ponownie wykopany przez samca. W połowie lutego, dokwaterowałem całej rodzinie A. mariae 3 zbrojniki, wkładając równocześnie do akwarium 3 rurki bambusowe. W nich też znalazły zbrojniki ukrycie przed wciąż jeszcze agresywnymi i atakującymi je rodzicami.

    Pod koniec lutego, czyli po około 6 tygodniach, samica nie mogła spełniać już roli matki, ze względu na agresywne zachowanie się samca w stosunku do niej. Prawodopodobnie chodziło mu o ponowne tarło. Na skutek mojego niedopatrzenia - nie nakrycia szybą zbiornika - 5 marca 1978 doszło do tragedii. Samica w ucieczce przed natarczywie atakującym ją samcem wyskoczyła ze zbiornika i zginęła na podłodze. Jedyną w tym wszystkim pociechą jest to. że zachowany został nowy u nas gatunek akar - Aeąuidens mariae, należących do gębaczy i że po osiągnięciu dojrzałości płciowej ryby te jako bardzo interesujące i łatwe w hodowli, ze względu na sposób rozrodu, zasiedlą w naszym kraju coraz więcej zbiorników. Pierwsze siedem młodych akar odbyło już podróż do Rzeszowa, gdzie tamtejsi akwaryści - mam nadzieję - - dochowają się drugiego pokolenia.

Rys. Chr. H. Visser
___________
*) Być może chodzi tu o Aequidens paraguayensis.


Akara - Aequidens mariae pod samcem widoczna na liściu ikra

Fot. H. Kilka


Akara - Aequidens mariae Samiec trzymający młode w pysku

Fot. N. Kisjelow


Akara - Aequidens mariae Samica z narybkiem

Fot. N. Kisjelow


Akara - Aequidens potaoensis

Fot. N. Kisjelow